07 lutego 2018

zaburzenia odżywiania - kilka rad jak pokonać ed

Mało tutaj piszę, ale chyba ten post będzie swego rodzaju wyjaśnieniem, dlaczego tego nie robię, a mam nadzieję, że też pewnego rodzaju pomocą dla osób, które też borykają się z tym problemem.

Za pół roku kończę osiemnaście lat. Mam na imię Magda i od pięciu lat choruję na wszelkiego rodzaju zaburzenia odżywania. Zaczęło się od anoreksji, jeszcze w podstawówce, hospitalizacja, następnie kompulsywne jedzenie/bulimia. Nie mam zamiaru jakoś bardziej  szczegółowo opisywać objawy tych wszystkich zaburzeń, bo sądzę że większość czytających dobrze je zna i raczej niepotrzebne jest zbytnie roztrząsanie i przeżywanie.

Z anoreksji wyszłam częściowo dzięki napadom, z 40 kilogramowej Magdy w ciągu dwóch lat stałam się, w porywach, 58 kilogramową Magdą. Jak oderwać się od lodówki, przestać nażerać się i płakać? Nie licz, że ktokolwiek ci pomoże, zbawi cię, bliscy są po to, żeby cię wspierać, a nie po to, żeby odwalić robotę za ciebie. Bez twojego zdecydowanego "chcę", nie ma w ogóle szans - sprawdzałam. Czynnikiem, który pomógł mi wyrwać się z choroby, było zwyczajne przemęczenie - dwa lata przejadania się, nienawidzenie swojego wyglądu, unikanie świata i brak chęci do życia, a jednocześnie ogromne ambicje szkolne. Powiedziałam sobie dość - od września idę do liceum, mam szansę zacząć od początku, coś zmienić. Nie uważam, jednakże zmiana otoczenia to kwestia kluczowa dla wyzdrowienia, ale pomaga. Żelazne jak dla mnie w zaburzeniach odżywiania jest pozwolenie sobie na brak kontroli, zwłaszcza w przypadku anoreksji - nie liczę łyżek oleju, nie czytam przepisów, nie przeglądam godzinami pinteresta, staram się spędzać w kuchni tak mało czasu, jak to tylko możliwe, nie jadam wymyślnych potraw - najczęściej kawę z drożdżówką na śniadanie, odgrzewam pierogi na obiad. Staram się nie bać powtarzalności, tego, że to co jem nie jest cudowne, unikalne czy też za bardzo zdrowe. Nie uważam, że na chwilę obecną jestem gotowa na tzw. zdrowe odżywianie. Dla mnie zdrowe odżywianie, wszelkiego typu diety ograniczające są obecnie zakazane. Nie czuję się na tyle zdrowa. Nie uważam, tego za jedyną właściwą drogę, są osoby, które są mniej podatne na uzależnienia, ja jednak nie - dla mnie wprowadzenie sobie ograniczeń zaczyna budować atmosferę strachu, uzależniam się, zaczynam mieć obsesję na punkcie tego, co zjem. Jedzenie to czynność, czynność zresztą podstawowa, a nie wyznacznik jakości życia czy też jego sens. Kolejnym jak dla mnie warunkiem tego, żeby w końcu było lepiej, jest otwarcie się na ludzi. Z własnych doświadczeń nie polecam otwarcia się na jedną osobę, bo to rodzi kolejne obsesje. Otwarcie się na innych wymaga wyjścia poza strefę komfortu, jedzenia publicznie, co na przykład dla mnie stanowiło (i nadal w jakimś stopniu stanowi) problem. Nie warto się wstydzić tego, że się je, każdy ma prawo do tego, aby zjeść. Ostatnią, ale jednak jak dla mnie kluczową kwestią jest odłączenie własnego "ja" od choroby,  nie może być ona częścią twojej osoby. Nadal łapię się na tym, że wydaję mi się, że bez bycia chorą, nie mam nic, widzę w chorobie korzyści, jednak to myślenie nie daję nic, oprócz kolejnych lat wegetacji. Warto moim zdaniem, naprawdę znaleźć sobie jakieś zainteresowanie, cel, byleby jednak jak zwykle nie przesadzić. Podsumowując, uważam, że warto się skupić na  znalezieniu złotego środka w swoim życiu, to nie jest proste i sama mam z tym dużym problem, nie tylko w kwestii żywieniowej, zresztą zaburzenia odżywiania to najczęściej tylko wierzchołek góry lodowej.

Czy zamierzam tutaj wracać? Jeszcze nie teraz. Potrzebuję jeszcze trochę czasu, na ułożeniu sobie pewnych kwestii w głowie, obecnie zaczęłam terapię, bo w końcu czuję, że do niej dorosłam.

Ten post być może brzmi jak paplanina, jest dosyć chaotyczny - zresztą jak ja, ale mam nadzieję, że być może komuś da nadzieję na przynajmniej częściowo normalne funkcjonowanie. Przede mną jeszcze daleka droga, ale jest bliżej niż dalej.